Najnowsze Wpisy

away Komentarze (1)
03. listopada 2003 19:08:00
linkologia.pl spis.pl

Maly konczy wcinac tosty i salami, udamy sie przeto do hipermarketu, celem uzupelnienia spizarni - jest tyle rzeczy, ktore trzeba kupic, gdy sie zaczyna od zera... np. takie kostki rosolowe (ostatnio, u Moniki zrobilem mu zupe z pieczar i calego zielska, jakie znalazlem, dodalem nieco mieska i bardzo sobie chwalil).

Co ciekawe... 5 lat temu widziala nas na jakims party znajoma z sieci, ale nawet nie mielismy okazji duzo porozmawiac. Wiedziala, ze jestem w Krakowie i szukam chaty i roboty.
I nagle, w tymze markecie pyta mnie jakas dziewczyna: "Janusz?"

Cholera... chyba nie zaczepiala kazdego faceta z czterolatkiem u boku ;)))
Dzien pozniej, wieczorem bylismy u nich (ona, on i pies) z wizyta. Maly pocztakowo wystraszyl sie wilczycy (strasznie ujadala w progu), ale potem, gdy mu pokazalem, ze to poczciwa psina, mial zajecie na dluzej.

Wczoraj za dnia, rozpoznal okolice (przejezdzalismy jakies 600 m od ich domu) i pytal, kiedy wpadniemy do pieska...
Popytam, chyba, ze znow wpadniemy na siebie w markecie.

A wiec w droge.

ten_years_after : :

okruchy Komentarze (3)
03. listopada 2003 18:09:00
linkologia.pl spis.pl

Okruszek, ktory przewazyl szale...

poczatek wrzesnia 2003

cholera, wciaz ta jej praca magisterska - ale pomagam

Kilka dni temu na prosbe jej szefostwa konfigurowalem im siec w biurze, niezly byl tam bajzel. Tylko czemu mi tu miga jakas koperta... aha, wbrew umowie o informowaniu mnie o korzystaniu z komunikatorow etc. zalozyla sobie kolejne konto. Historia w IE wymieciona, cwana sztuka, tak jak kiedys nauczyla sie kasowac historie polaczen w komorce, tak teraz zaciera slady. nic to, w cache'u i cookies zostaly slady po web-chatach. Pewnie pogadamy w domu.

W domu jak gdyby nigdy nic. Po dwoch dniach pytam, czy ma mi cos do oznajmienia. W koncu napomyka o g-g roniac dzika awanture, ze nie cierpi byc kontrolowana. Przypominam jej tylko, ze to ona prosila o kolejna szanse i umowa przewidywala, ze korzysta z komorek i netu wylacznie w sprawach sluzbowych, zas sytuacje dwuznaczne, typu pobyt z facetem w aucie, na piwie czy spacerze, maja byc niezwlocznie wyjasniane, bym nie mial powodow do obaw, ze znow poszla "na calosc" i zapomniala, ze jest matka.

Wieczor. Skonczyl sie czarny tusz.
Stwierdzila, ze bladym switem rusza po atrament, przywozi mi, koncze jej drukowac, a ona leci do pracy.
Poludnie... nie wraca.
Wieczor, jade do jej roboty, moze z jej autem cos nie tak.
Widze, jak sobie sacza wino na balkonie... hmm, poczekam, ciekawe, czy wsiadzie do auta, czy zadzwoni do mnie, najwyzej zrobie jej niespodzianke.

Wyszli ekipa do knajpy na dol. Podchodze do drzwi. Przez szybe widze, ze siedzi z jakims typem przy stoliku, plona swiece, nastroj jak cholera. Wycofuje sie na druga strone ulicy, pale sobie.

Wyszli, on i ona. Smiechy, chichy, objecia... godzina ok. 23.30. Rzut oka na komore... nie, nie dzwonila do mnie, ze pozno wroci.

Juz chce podchodzic, gdy nadjezdza taksowka. Wsiadaja.
Podbiegam do swego auta i jade za nimi.
Dzwonie (wiem, wykroczenie, nie mam HF ;))

- gdzie jestes?
- o... hmm... no, na imprezie!
- z kim?
- z kolezankami,. w ogole duzo ludzi jest...
- a moze nie na imprezie, ale w jakims samochodzie, bo cos tak slysze (sciemniam troche)
- no, wlasnie jedziemy do knajpy
- kto?
- no, cala ekpia...
- chyba klamiesz, bow iem, ze jedziesz z jakims gosciem
(piiiiiiiiiiiii - wylaczyla sie)

dzownie drugi raz, taxi skreca

- dokad jedziecie?
- do rynku (widze, ze w druga strone jada, kurwa mac)
- dlaczego klamiesz, przeciez widzialem z kim i kiedy i gdzie....
- alez skad, nie klamie, zdawalo ci sie
- masz jeszcze szanse, zawroc taksowke do domu, ja tam jade, pamietaj, ze to moze byc koniec, nie pal mostow
- skoro tak chcesz...
(piiiiiiiiiiiiiii)

tym razem wylaczyla na dobre
czulem sie jak kopniety w twarz, widziec, jak wlasna zona, swiadoma, ze sie ja przylapalo, mimo to jedzie sie puscic, zamiast probowac cos wyjasnic, to juz zbyt wiele...

nie chcialem jechac za nimi, moglbym zareagowac nazbyt gwaltownie, zwlaszcza, ze wciaz ja na czyms podlym lapalem i zawsze mialem nadzieje, ze moze przez wzglad na dziecko cos zrozumie...
poczekalem do rana, sprawdzilem, czy nie nocuje u rodzicow, czy znajomych...

o swicie wyjechalem

duzo potem, twierdzila, ze nie wie, co w nia wstapilo, pewnie to ten alkohol, a potem bala sie wrocic, a tak w ogole, to byl chlopak kolezanki i u niej nocowali, bla bla bla.....

Zapytalem ja tylko, czy pamieta, ze bylem przeciwny niedawno temu, by sama szla na popijawki z "psiapsiolkami".
Pamietala.
Zapytalem, czy dalej utrzymuje, ze przez alkohol nie wiedziala, co wyrabia.
Potwierdzila.
Zapytalem, czy juz wie DLACZEGO nie chcialem, by SAMA pila.
Nie zrozumiala...

ten_years_after : :

wiesci z frontu Komentarze (1)
03. listopada 2003 17:48:00
linkologia.pl spis.pl

dzwonilem wczoraj do Anety (na komore, w domu, mimo poznej pory jej nie bylo)...

5 sygnalow... nic
4 sygnaly... zajete - znaczy odrzucila, ew. wylaczyla

szkoda, sadze, ze mogla chciec wiedziec, co z synem

Rano do mnie dzwoni, z czyjejs zastrzezonej komory.
W tle zmywanie garow. Potem glos jakiegos faceta, krotki pik i echo.
Ok, nagrywajcie sobie, nic to nie zmienia.

Proponuje jej ugode, to jest zostawienie obojgu nam pelni praw rodzicielskich, ustalenie miejsca pobytu dziecka przy ojcu, a "dorobek" czyli wszelkie graty (meble, pralke, lodowke) ktore zakupilem dla nas przed slubem, niech sobie zostawi... tylko niech da nam zyc.

Wymknelo jej sie, ze sfabrykowala swiadkow, majacych zeznac, ze jej listy z przeprosinami, w ktorych przyznaje sie do tego, czy owego, pisala... pod przymusem(!!!).

Chyba niepotrzebnie palnalem, zeby ustalili ze swiadkami odpowiedz na ewentualne pytanie sadu, dlaczego zatem nie interweniowali w trakcie, albo wkrotce potem, by te obciazajce dokumenty uczynic w ten sposob niewaznymi. Mieli na to tyle miesiecy...
Coz, ludze sie jeszcze, ze nie bedzie chciala ryzykowac i pojdzie na ugode...

Rozwalaja mnie tylko dwie rzeczy:
1. w rozmowach ze mna, czy to tel. czy gadu-gadu idzie w zaparte, klamiac, tak jakby bala sie, ze rozmowy nagrywam, bojac sie, ze uzyje jako dowodu. Stad konsekwentnie, jak zacieta plyta, trzyma sie wersji: "ty to oswiadczenia na mnie wymogles, pisalam je majac noz(?!) przylozony do szyi. Odechciewa sie rozmawiac. Odechciewa sie wierzyc, ze mozna jej bedzie w kwestii dziecka w ogole zaufac. To cos jest wyprane z jakiejkolwiek moralnosci.
2. w lipcu, na 4-te urodziny malego kupilismy mu mini wieze z RDS, MP3 i innymi wodotryskami. Ja uwazalem, ze niekoniecznie musi byc to wieza, zwlaszcza, ze sprzet grajacy w domu jest. Ale dostal, mama sie uparla. Mama najwyrazniej teskni za... synem? ...nie, wieza. Temat porusza czesto, twoerdzac, ze zostala okradziona(!!!), bo sprzet spakowalem i przywiozlem malemu, gdyz o niego pytal. Ostatnio dzwonila do mojej ciotki w Cz-wie, pytajac, czy sprzet tam dalej jest, i czy ciotka moglaby go zapakowac w paczke i jej wyslac.
Ze-nu-ja-ce.

Stanelo na tym, ze ja swoje, ona swoje, a jej "swoje" to: masz czas do srody, zeby mi przywiezc dziecko, ponadto masz wycofac sprawe z sadu, to potem dopiero mozemy ustalac warunki ugody. Glupia czy o mnie ma takie niskie mniemanie?

ten_years_after : :

Koty Komentarze (4)
03. listopada 2003 15:43:00
linkologia.pl spis.pl

Lubie zwierzaki... koty, konie, psy, gryzonie - robactwo jednakze tepie ;))
Gdy mialem rok, byl pies u dziadkow - Lora. Dziwne, ale to moje najwczesniejsze swiadome wspomnienie.

Potem przyszedl czas na koty. Pamietam wszystkie, ale dwa zapadly w pamiec specjalnie. Moja syjamka i szara pregowana kotka z Czestochowy. Syjamka to w ogole byl okaz, zalatwiala sie do muszli, nalezalo tylko splukac wode. Chodzila przy nodze jak pies, zadne tam "przywiazanie do terenu". Poki mieszkalismy w wiezowcu, zaliczyla nawet dwa udane skoki z 4 pietra. Przeprowadzki znosila dzielnie, w Opolu wypuszczala sie z ogrodka w dalekie trasy po calym osiedlu. Dom byl "pod kota", okragle klamki z przedpokoju i normalne z drugiej strony - tak, by sama nie wtargnela tam, gdzie nie powinna, ale tez, by przypadkowo zamknieta, mogla niezamierzony areszt opuscic. Kod uzywajacy klamek i korzystajacy z toalety? Wcale nie dziwne. Dozyla 19 lat.

Z Monika sprawilismy sobie persa o imieniu perskiego ksiecia. Kot byl juz dosc spory i nieco zmanierowany. W porownanniu z syjamka wydawal sie malo kontaktowy, korzystal konserwatywnie z kuwety. Generalnie wydawal mi sie malo rozgarniety. Pewnie przez wysoka postawia poprzeczke przez poprzedniczke, nie docenialem takich rzeczy, jak umiejetnosc otwierania kazdej szafki, czy szuflady, jak tez traktowalem jako cos normalnego fakt, ze podrozowal spokojnie siedzac na moim ramieniu - czy to "per pedes" czy to w samochodzie. Edyta miala olbrzymiego dachowca, zamilowanego, nie wiedziec czemu w obierkach od ziemniakow. Panowie na siebie poprychali, ale potem pracowali jako zespol. Dachowiec "prosil" persa, ten lazl majestatycznie tam, gdzie go prowadzono, otwieral np. szafke pod zlewozmywakiem, by koneser obierek mogl zaspokoic swe dziwne zamilowanie do nich. Pokaz pracy zespolowej koty daly osaczajac bogu ducha winnego wilczura, z ktorym odwiedzil mnie znajomy. Naprawde byl zaskoczony i wystraszony.

Persiatko razu pewnego zniknelo, jeszcze za czasow Moniki. Szukalismy go wszedzie, w domu i na dworze, podejrzewajac, ze moze wyskoczyl z 1 pietra. Nie ma kota. Stypa. Otwieram zatem lodowke, widze spokojnie siedzacego jak mumia kota. Zadne "miau", nic z tego. Szron na wasach, ale siedzi twardo. I tylko tak spojrzal, jakby chcial powiedziec "ale, k....., smieszne", po czym majestatycznie opuscil sprzet chlodzacy.

Opuszczajac Edyte, ruszalem w swiat, wiec postanowilismy kotow nie rozdzielac (niedawno Edyta doniosla, ze ma sie dobrze, mimo zacnego, jak na kota wieku).
Duzo pozniej, bedac juz z Aneta, nabylismy droga kupna sliczna perska kotke. Kot w domu musi byc. Wtedy dopiero docenilem poprzednika... Przy niej, to on byl mistrzem intelektu. Choc z drugiej strony, piecioletnia obecnie kotka, calkiem niezle radzi sobie w blizniaku w Czestochowie, wychowujac spokojniejsze psy i skutecznie unikajac grozniejszych. W kazdym razie nie zaginela i trzyma sie mnie i mlodego. Niestety, Cz-we musielismy w niesprzyjajacych okolicznosciach opuscic. Wiesci z Cz-wy mowia, ze kotka ma sie dobrze, choc sprawia wrazenie stesknionej. Kto wie, moze wkrotce znow bedzie z nami. Czasem wydaje mi sie, ze ona dla wygody "rznie glupa", ale swoj koci rozum ma.

ten_years_after : :

Okruchy Komentarze (4)
03. listopada 2003 00:16:00
linkologia.pl spis.pl

Czerwiec 2001

Mloda wreszcie trafila prace, dorazna, ale ma frajde.
Zostala "tajnym klientem", zachodzi do sklepu czy knajpy, ma limit na zakupy (co kupi, to jej) i jeszcze jej placa za raport "jak bylo" (czy obsluga byla fachowa, jak ubrana, czy placowka trzyma standardy etc.).
Woze ja po tym wrocku, a ona ma ucieche.
Pewnego dnia sama byla na "inspekcji". Hmm... do tej pory nie znizyla sie do korzystania z komunikacji miejskiej, a tu prosze... Kupila stroj kapielowy, nawet niezly. W przedpokoju podnosze z podlogi igielke swierkowa. Dziwne, choinke wywalalem w lutym...

Duzo pozniej dowiaduje sie, ze:

- faktycznie, komunikacja miejska to ona sie nie splamila
- podwiozl ja gosc z irca, potem udali sie do lasu na sesje ziela
- troche sie tam potarmosili....
- facet ma dziecko w wieku mego syna, obiecalem mu potem, ze nie bede o tym napomykal jego zonie...

Listopad 2001

Dzwonie do niej z roboty, informujac, ze jestesmy zaproszeni z malym do znajomych. Ok.
Wracam, szykuje malego, ona odbiera jakiegos SMS-a. Po kwadransie informuje mnie, ze musi sie udac do dentysty, wiec z malym mam jechac sam, a potem po nia podjechac. Bierze prysznic, stroi jak nie wiem co. Pozwalam sobie na zart: "ty idziesz do dentysty, czy do ginekologa?"
Wziela jeszcze ode mnie 50 PLN "na dentyste" i wybyla.
Potem musialem zostawic rozplakanego malego, by po nia przyjechac.

Duzo pozniej dowiedzialem sie, ze:

- ani dentysta, ani ginekolog, tylko chirurg Aleksander D., maz i ojciec (coz za zbieg okolicznosci) syna w wieku naszego
- obracal ja nieraz, zawsze w samochodzie, a to na Niskich Lakach, a to za Astra, tego zas wieczora, dla odmiany na Maslicach
- poznali sie na jakims czacie i zaczeli bez ceregieli konsumowac znajomosc
- Olo okazal sie tchorzem dupkiem, gdy go namierzylem by normalnie pogadac, zaczal udawac swego brata (w rzeczywistosci ma tylko siostre) i czym predzej zmienil numer telefonu... drobna satysfakcje sprawia mi fakt, ze on wie, ze ja wiem, kim jest i gdzie mieszka... ;)

Inne okruchy kiedy indziej...

PS. Maly tak fajnie zasnal... tez sie chyba poloze

ten_years_after : :

Archiwum

Kalendarz

pn wt sr cz pt so nd
272829303112
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930

Ksiega gości

Księga gości

Kategorie postow

Brak kategorii

dzienpierwszy | wasz-otello-serdeczny-powloczyki | wiersze-duszy-ciala-i-umyslu | evi | malinowe-ciastko | Mailing